Zrobiłam pół kroku do przodu i zanim Barbara zdążyła choćby odsunąć rękę, delikatnie, lecz stanowczo wysunęłam z jej palców teczkę z potwierdzeniem.
Oczywiście. Wszystko się zgadzało. „Okazja last minute” do zakładowego sanatorium. Dwie osoby. Pokój dwuosobowy o podwyższonym standardzie, pięć posiłków dziennie, zabiegi borowinowe. Zaliczka faktycznie została już wpłacona. A brakującą kwotę, jak najwyraźniej uznali, najlepiej będzie pobrać z mojego portfela.
Bo mój kochany mąż, doskonale wiedząc, co do złotówki, ile odłożyłam na overlock, zdążył wcześniej obiecać mamusi:
„Ona akurat dzisiaj będzie wypłacać pieniądze, podwiozę ją”.
Plan był wręcz genialny w swojej małej, domowej podłości. Zawieźć żonę pod bankomat niby po drodze, postawić ją przed faktem dokonanym przy matce i przy grupie obcych ludzi, licząc na to, że dobrze wychowana synowa nie odważy się zrobić awantury i potulnie sfinansuje cudzy wypoczynek.
Rodzinny budżet to naprawdę fascynujący wynalazek. Kiedy pieniędzy potrzebujesz ty, natychmiast pojawia się tekst: „to są nasze wspólne wydatki, musimy to omówić”. Ale gdy chodzi o jego krewnych, sprawa nagle zmienia się w: „to twój święty obowiązek, nie zadawaj pytań”.
Spojrzałam na drugie nazwisko wpisane w voucherze. Natalia. Młodsza siostra mojego męża, trzydziestodziewięcioletnia kobieta, której największym i właściwie jedynym życiowym osiągnięciem pozostawał zaszczytny tytuł „radości mamusi”. Natalia nigdzie nie potrafiła zagrzać miejsca dłużej niż trzy miesiące, za to systematycznie bywała wyczerpana brutalnością codzienności.
Uniósłszy wzrok znad papierów, zapytałam krótko:
— Czyja to rezerwacja?
Barbara zaczęła gwałtownie mrugać.
— Jak to czyja? Moja i Natalki. Dziewczyna jest taka przemęczona, ma nerwowe wyczerpanie od szukania pracy… Przecież jesteśmy rodziną, Karolinko!
Powoli skinęłam głową, wsuwając portfel z powrotem do torebki. Zapięłam suwak. W zapadłej nagle ciszy ten krótki dźwięk zabrzmiał wyjątkowo wyraźnie.
— Świetnie. Skoro pieniądze są moje, to miejsce w sanatorium też będzie moje. Idziemy teraz do biura i przepisujemy Natalkę na mnie. Ja również jestem zmęczona — tyle że nie pracą, lecz próbami odnalezienia resztek zdrowego rozsądku w waszej rodzinie.
Barbara ozdrowiała w jednej sekundzie. Wyprostowała się jak struna, a w jej głosie pojawił się metaliczny ton wojskowego przełożonego:
— Co ty wygadujesz?! Jakie przepisywanie? To nasz wyjazd! Natalia już się pakuje!
— W takim razie niech pieniądze też będą wasze — odparłam spokojnie i oddałam jej teczkę z pokwitowaniem. — Miłego wypoczynku.
Tomasz spurpurowiał. Jego doskonały plan rozpadał się właśnie na oczach osłupiałej kolejki do bankomatu.
