– Nie całkiem tak, Jakub. Tak zdecydowała mama. Tata z góry się z nią zgadza – użył tego rzadkiego słowa zupełnie naturalnie, bez popisywania się i bez wydobywania go z zakamarków pamięci – a ja tylko zrobiłem wrażenie, że mnie przekonali, żeby mi nie zakręcili tlenu. Potem wziąłem portfel z paszportem i kartą bankową i śmig! Oto jestem.
– No proszę, ciekawe! – tata Jakuba był wyraźnie mile zaskoczony. – Teraz chcesz zabrać Danutę, wynająć mieszkanie, a za jakie, wybacz, środki?
– Trochę odłożyłem, pracowałem wieczorami, mam blog z obserwującymi, swój kanał. Na parę miesięcy wystarczy – na wynajem i jedzenie, a potem jeszcze zarobię.
– Aha, nieźle, nieźle… Co powiesz, żono, puścimy córkę? Młody człowiek chyba nie taki prosty, jak myśleliśmy.
– Nawet nie wiem – Julia wzruszyła ramionami – Dokąd, tak późno…
– Słusznie myślisz, nie wypada w nocy puszczać. No to ustalmy. Znaczy, chcecie się pobrać?
„Tak!” – odpowiedzieli oboje.
– I dziecko zachowujecie?
Ta sama odpowiedź.
– W takim razie was poprzemy, ale jest kilka warunków. Po pierwsze – ty wszystkimi sposobami szukasz zgody z rodzicami, a ty, Danuta, go wspierasz. Oskar dziś zostaje u nas, nie ma co się włóczyć po nocy. Pościelimy ci w salonie, na razie jesteś dla nas tylko gościem, przyjacielem córki. Napiszesz swoim, że nocujesz u znajomych. Potem przygotujesz ich na twardą prawdę, ale bez kłótni i skandali! Nauki nie rzucać! Zwłaszcza ty – skinął w stronę Oskara – Danuta pójdzie na urlop macierzyński, potem będzie nadrabiać. My pomożemy, jak możemy – i pieniędzmi, i z dzieckiem posiedzimy – ale za was pracować nie będziemy. Ceremonia na razie niech będzie skromna, trzeba oszczędzać. Potem będzie można poszaleć. Zgadzacie się na takie warunki?
– Tak – odpowiedział bez wahania Oskar.
– No… ja jednak chciałam ślub, prawdziwy, z welonem, limuzyną, gośćmi – rozczarowała się Danuta.
– Jeszcze nie czas! – uciął narzeczony. – Pobraliśmy się po cichu, a potem, za rok–dwa, wyprawimy wesele.
– Dobrze, jak chcesz…
– No to wszystko, dzieci, plany jasne, zadania ustalone. Szykujemy się do snu, jutro wszyscy wcześnie wstają.
Jednak Julia złapała męża, gdy wszedł do kuchni napić się wody.
– Słuchaj, ciągle chcę cię zapytać: jak to tak nagle zmieniłeś front?
– Nagle, mówisz? Po rozmowie z tą wydrą, jego matką, aż mnie telepało. A tu wpada ten, jak myślałem, maminsynek, okularnik pryszczaty. A okazało się, że to prawdziwy facet – nie wycofał się, ukochanej nie zostawił. Za takiego to i córkę można wydać!
– Jak zawsze masz rację, kochanie! – pocałowała męża i poszła rozlokować wszystkich na nocleg.
