Nasz syn oznajmił dziś, że on i wasza córka spotykają się.
A sądząc po jej stanie, zdążyli już ze sobą spać. I mają wielkie plany. Wiedzą państwo o tym?
– Tak, rozmawialiśmy z Danutą.
– Bardzo dobrze. Teraz proszę wziąć pod uwagę, że jesteśmy kategorycznie przeciwko tym wielkim – powiedziała to słowo z jadowitym sarkazmem – planom! Nasz syn musi się uczyć, zdobyć zawód, robić karierę. Ślub na pierwszym roku, a tym bardziej dziecko, nie wchodzą w nasze plany.
– W nasze plany pospieszne zamążpójście córki też, wie pani, nie wchodziło. Ale Danuta będzie miała dziecko, od waszego syna, między innymi. I co niby mamy z tym zrobić?
– To, wybaczcie, wasz problem, Jakub. Po pierwsze, wcale nie jestem pewna, że to dziecko Oskara. Po drugie, nawet jeśli tak, to ten numer – szybko się pobierzmy, bo jestem w ciąży – u nas nie przejdzie. Sądzę, że wasza córka, jak każda dziewczyna, dąży do zamążpójścia, tym bardziej że Oskar to nie pierwszy lepszy biedak, pochodzi z dobrej rodziny, ma mieszkanie i pozycję, więc jako kobieta wszystko rozumiem, ale jako matka zrobię wszystko, byście zostawili mojego syna w spokoju. To nie tylko moje zdanie – mój mąż uważa dokładnie tak samo. Porozmawialiśmy z synem i zgodził się z naszymi argumentami, i prosi, by przekazać waszej córce, żeby więcej go nie nachodziła. Niech zrobi aborcję albo rodzi – to nas nie obchodzi. Wszystkiego dobrego, żegnam.
W słuchawce rozległy się krótkie sygnały. Jakub omiótł ciężkim spojrzeniem swoje kobiety i ponuro powiedział:
– Wszystko słyszałyście? Krótko mówiąc: żadnych aborcji – niszczyć niewinną duszę, wybaczcie za wzniosły ton, nie wolno, a i zdrowiu można zaszkodzić. Nic śmiertelnego. Przyjdzie czas, weźmiesz urlop dziekański, potem wrócisz, nie jesteś pierwsza ani ostatnia. Wesprzemy cię finansowo i pomożemy przy dziecku. A z tymi… jeszcze się rozprawimy. M–męty jakie! „To nie ja i nie mój koń”. No dobrze, wypijcie trochę waleriany, popłaczcie, jeśli chcecie, ale krótko. Przetrwamy!
Odciągnął żonę na bok i cicho powiedział:
– Zabierz dziś do siebie Danutę, żeby czegoś głupiego nie zrobiła. Pogadacie, uspokoisz ją jakoś. A ja położę się w jej pokoju.
Po godzinie zadzwonił dzwonek do drzwi.
– Kogo to licho niesie? – burknął zirytowany Jakub i poszedł otworzyć.
Po chwili pojawił się w salonie w towarzystwie młodego mężczyzny w okularach i z pryszczami na twarzy.
– Oskar! – Danuta rzuciła mu się na szyję. – Przyszedłeś po mnie?
– Tak, po ciebie. Jakub, Julia, przyjechałem zabrać Danutę.
– Dokąd zabrać, jeśli to nie tajemnica?
– Jeszcze nie wiem. Chyba wynajmiemy mieszkanie. Jesteśmy pełnoletni, dlatego proszę, żeby nam nie przeszkadzać! Pojedziesz ze mną? – zapytał Danutę.
– Oczywiście! Dokądkolwiek!
– Tak, stop, dzieciaki – ojciec rodziny uniósł rękę – parę pytań dla prasy. Twoja mama powiedziała, że cała wasza rodzina jest przeciw waszej decyzji, i ty też.
Nie całkiem tak, Jakub.
