„Mam nakarmić twoją rodzinę?” — zapytała Maja z niedowierzaniem, zerkając na puste półki

Bezczelność bliskich złamała jej zaufanie.
Opowieści

— Mam nakarmić twoją rodzinę? — zapytała Maja Kaczmarekówna z niedowierzaniem, zerkając na puste półki kuchennej szafki.

Przez chwilę stała bez ruchu, jakby liczyła, że w środku jednak cudem znajdzie się choć paczka kaszy albo puszka konserw. Potem odwróciła głowę do męża.

— Michał, ty naprawdę nie widzisz, że tutaj nie ma absolutnie nic?

Michał Nowicki opierał się o framugę drzwi z rękami skrzyżowanymi na piersi. Za jego plecami przestępowali z nogi na nogę jego brat, Paweł Ostrowski, oraz siostra, Zuzanna Kozłowskiówna.

— Maju, nie rób scen — mruknął. — Skoczysz do sklepu, kupisz coś i po sprawie. Przecież mamy gości.

— Gości? — Maja powoli domknęła drzwiczki szafki. — Twoja rodzina zjawiła się bez żadnego uprzedzenia, ty roztrwoniłeś całą wypłatę na swoje zabawki, a teraz oczekujesz, że wyczaruję obiad z powietrza?

Paweł odepchnął brata ramieniem i wszedł do kuchni. Jego okrągła twarz lśniła od potu, choć na zewnątrz wcale nie było ciepło.

— Majeczko, no daj spokój — powiedział z przesadną swobodą. — Przecież nie jesteśmy obcymi ludźmi. Naprawdę tak trudno postawić coś na stole?

Opadł ciężko na taboret, który jęknął pod nim żałośnie.

Zuzanna również wsunęła się do kuchni. Rozejrzała się po skromnym wnętrzu z miną, jakby oglądała coś wyjątkowo niegustownego. Przeciągnęła palcem po blacie i uniosła brew.

— Michał mówił, że jesteś świetną gospodynią — zauważyła chłodno. — Chociaż patrząc na te szafki…

— Dość — Maja podniosła dłoń. — Po pierwsze, Michał doskonale wiedział, że nie mamy pieniędzy. Po drugie, wiedział też, że w domu nie ma jedzenia. Po trzecie, nie raczył mnie poinformować, że zamierzacie przyjechać.

— I co z tego? — Michał wzruszył ramionami. — Pożycz coś od sąsiadów.

Dopiero po trzech latach małżeństwa Maja zaczynała naprawdę rozumieć, z kim związała życie.

— Od sąsiadów? — powtórzyła powoli. — Michał, przypomnieć ci, że Nowakom nadal wisimy około dziewięćdziesięciu złotych? A Dorocie Chmielewskiównie jakieś czterdzieści pięć?

— Jak zwykle przesadzasz — machnął ręką. — Paweł, Zuzanna, poczekajcie w salonie. Zaraz wszystko załatwię.

Rodzeństwo wyszło niechętnie. Gdy tylko zniknęli za progiem, Michał podszedł do żony tak blisko, że musiała cofnąć głowę.

— Maja, nie kompromituj mnie — syknął. — Przyjechali z innego miasta. Co oni sobie o mnie pomyślą?

— A ty co pomyślałeś o mnie, kiedy wydałeś nasze ostatnie pieniądze na nową konsolę? — odsunęła się o krok. — W portfelu mam niecałe dziewięć złotych. Tyle zostało nam do twojej następnej wypłaty.

— Kup makaron. Jakieś parówki. Wymyśl coś.

— Nie.

Michał zamrugał, jakby nie zrozumiał słowa.

— Co znaczy: nie?

— Znaczy dokładnie to, co usłyszałeś. Nie będę się upokarzać przed twoją rodziną i udawać, że wszystko jest w porządku. Chcesz, żeby zjedli? To sam ich nakarm.

W tej samej chwili w drzwiach kuchni znów pojawił się Paweł.

— Bracie, my naprawdę jesteśmy głodni — rzucił. — Droga była długa.

— Paweł, zaraz… daj mi chwilę — Michał nerwowo przeczesał włosy palcami.

— Maja nie chce gotować? — Paweł uśmiechnął się krzywo. — Ładną żonę sobie znalazłeś. Moja Ewelina Czarneckiówna nigdy by czegoś takiego nie zrobiła.

— Twoja Ewelina — odparła Maja lodowatym tonem — dostaje od ciebie pieniądze na dom. Ja od Michała dostaję wyłącznie obietnice.

Paweł poczerwieniał aż po uszy. Odwrócił się gwałtownie i wyszedł, trzaskając drzwiami tak mocno, że zadrżała szyba.

— Zadowolona? — wysyczał Michał. — Ośmieszyłaś mnie przed bratem!

— Ja? — Maja parsknęła gorzkim śmiechem. — Michał, ty ośmieszasz się sam każdego dnia. Kiedy zamiast jedzenia przynosisz do domu kolejne bezużyteczne graty. Kiedy składasz obietnice, których nigdy nie dotrzymujesz. Kiedy okłamujesz mnie i samego siebie.

— ZAMKNIJ SIĘ! — ryknął Michał tak donośnie, że jego głos poniósł się aż do salonu.

Blaskot