Magdalena wracała do domu niemal unosząc się nad ziemią, układając w myślach plany na najbliższe miesiące. Wyobrażała sobie logo firmy, pierwszych klientów, własne biuro. Nie przypuszczała nawet, że równolegle ktoś inny snuje znacznie mroczniejsze scenariusze.
Michał tymczasem czuł się jak zwycięzca. W jego przekonaniu rozegrał wszystko perfekcyjnie: wsparł siostrę, zabezpieczył majątek przed ewentualnymi roszczeniami żony i jeszcze zyskał uznanie matki.
Krystyna nie szczędziła mu pochwał.
— Teraz wszystko jest pod kontrolą — mówiła z satysfakcją. — Zachowałeś się rozsądnie. Tak właśnie postępuje odpowiedzialny mężczyzna.
Pozostał już tylko jeden element tej układanki — Agnieszka. Michał doskonale wiedział, że nie może zwlekać. Wcześniej czy później zauważy brak środków na koncie. Lepiej było uprzedzić fakty i uderzyć pierwszy.
W połowie października złożył w sądzie pozew rozwodowy. Bez słowa wyjaśnienia, bez uprzedzenia. Zgromadził dokumenty, sporządził wniosek i złożył go w sekretariacie. Jako przyczynę rozpadu małżeństwa wpisał „niezgodność charakterów oraz trwały rozkład pożycia”. Termin wstępnej rozprawy wyznaczono na kolejny miesiąc.
Miał więc czas, by „przygotować” żonę.
Dwudziestego października wrócił do mieszkania w wyjątkowo dobrym humorze. Pod nosem nucił jakąś melodię, zdejmując kurtkę w przedpokoju.
Z kuchni dobiegał zapach kolacji. Agnieszka stała przy kuchence, a Kamil siedział przy stole z kredkami.
— Mamo, zobacz! Smok z czterema głowami! — zawołał chłopiec z dumą.
— Fantastyczny — uśmiechnęła się, nakrywając do stołu. — Michał, jesz z nami?
— Za chwilę — odpowiedział i wszedł do pokoju.
Agnieszka była przekonana, że idzie się przebrać. Tymczasem wrócił niemal natychmiast. Oparł się ramieniem o framugę drzwi i przyglądał się jej z dziwnym, teatralnym uśmiechem.
— Kamil, idź do swojego pokoju. Pobaw się chwilę — powiedział nagle.
— Ale ja jeszcze nie jadłem… — zaprotestował chłopiec.
— Powiedziałem: do pokoju.
Ton nie pozostawiał miejsca na sprzeciw. Kamil westchnął ciężko, zabrał rysunek i wyszedł.
Agnieszka od razu wyczuła napięcie. Michał przybierał taki ton tylko wtedy, gdy zamierzał oznajmić coś nieprzyjemnego.
— Co się dzieje? — zapytała, wycierając dłonie w ściereczkę.
Zrobił pauzę, jakby delektował się chwilą.
— Złożyłem pozew o rozwód. A to nie wszystko.
Słowa dotarły do niej z opóźnieniem. Rozwód? Dlaczego?
— Chyba żartujesz — powiedziała cicho.
— Ani trochę. Nasze małżeństwo to przeszłość. A wiesz, co najlepsze? Nie masz już nic.
Roześmiał się głośno, jakby opowiadał wyjątkowo udaną anegdotę.
— Mieszkanie przepisałem na mamę. Pieniądze z naszego wspólnego konta wypłaciłem i przekazałem Magdalenie na biznes. Możesz więc zapomnieć o jakichkolwiek roszczeniach.
Agnieszka patrzyła na niego uważnie, jak na obcego człowieka. Szukała w jego twarzy śladu żartu, prowokacji. Nie znalazła.
— Powtórz to jeszcze raz — poprosiła spokojnie. — Chcę mieć pewność, że dobrze usłyszałam.
— Proszę bardzo. Mieszkanie nie jest już twoje. Pieniądze też nie. Wszystko załatwione. Możesz pakować walizki. Wkrótce formalnie przestaniesz być moim problemem.
— Od kiedy to planowałeś?
Machnął ręką.
— Od dawna. Mama zawsze powtarzała, że majątek trzeba chronić. Żona to sprawa tymczasowa.
— Rozumiem — skinęła głową.
Odwróciła się i wyszła do sypialni. Michał został przy stole, pewny, że za chwilę usłyszy płacz albo krzyk. Nic takiego nie nastąpiło.
Agnieszka otworzyła szafę i wyjęła teczkę z dokumentami. Po kolei sprawdziła akt notarialny mieszkania, umowę kupna, wyciągi bankowe. Wszystko było tam, gdzie powinno.
Wróciła do kuchni. Michał właśnie kończył zupę, jakby rozmowa tylko poprawiła mu apetyt.
— Michał — zaczęła rzeczowo, kładąc papiery na stole — naprawdę sądzisz, że to takie proste?
— A nie jest? — prychnął.
— Lokal został nabyty na nas oboje. Bez mojej zgody nie mogłeś go nikomu przekazać.
— Zgoda była. Może zapomniałaś.
— Czyli mój podpis został podrobiony?
Wzruszył ramionami.
— Wszystko jest już zarejestrowane. Po fakcie.
Agnieszka zacisnęła usta, pilnując oddechu.
— A pieniądze? Wypłaciłeś je bez konsultacji i oddałeś swojej siostrze. To środki z majątku wspólnego.
— Udowodnij.
— Zamierzam.
Wyjęła telefon i przesunęła palcem po ekranie.
— Fałszowanie podpisu to przestępstwo. Wystarczy ekspertyza grafologiczna.
— Kto będzie się w to bawił? — zaśmiał się nerwowo.
— Ja. Spotkamy się w sądzie. Oprócz rozwodu złożę wniosek o unieważnienie darowizny i rozliczenie majątku. A także o zwrot środków pobranych bez mojej zgody.
Tym razem nie odpowiedział od razu. Odłożył łyżkę.
— To groźby?
— Informacja.
Zapadła cisza. Po chwili Agnieszka zebrała dokumenty i wyszła z kuchni. Michał został sam. Nagle kolacja przestała mu smakować.
Kolejne dwa tygodnie upłynęły w chłodnej, napiętej atmosferze. W mieszkaniu panował spokój aż do przesady. Agnieszka nie robiła scen. Wstawała rano, szła do pracy, wieczorem zajmowała się Kamilem, czytała mu bajki na dobranoc.
Z Michałem rozmawiała wyłącznie o sprawach dotyczących syna.
On natomiast coraz bardziej się niepokoił. Oczekiwał łez, błagań, może nawet awantur. Tymczasem jej opanowanie było jak mur.
Kilka razy próbował rozpocząć rozmowę.
— Może usiądziemy i spokojnie to omówimy? — zaproponował któregoś wieczoru.
— Wszystko wyjaśnimy przed sądem — odparła, nie odrywając wzroku od książki.
— Przesadzasz. Nie trzeba aż tak dramatyzować.
Spojrzała na niego wreszcie, chłodno i bez emocji.
— Michał, to nie ja doprowadziłam do tej sytuacji. I nie zamierzam udawać, że nic się nie stało.
