Objął kierownictwo działu sprzedaży, a ich życie przyspieszyło jeszcze bardziej. Wkrótce na świecie pojawił się syn, a po nim dwie córki. Ona na kilka lat skupiła się na domu, lecz nie zrezygnowała z rozwoju — ukończyła kursy księgowe, zdobyła kwalifikacje i z czasem stworzyła w jego firmie prężnie działający dział franczyzy.
Często powtarzał jej z przekonaniem:
– Gdyby nie ty, nie zaszedłbym tak daleko.
Lata jednak mijały, a w ich relacji zaczęło coś cichnąć. Coraz częściej wracał późno, tłumacząc się nadmiarem obowiązków. Zdarzało się, że przynosił ze sobą zapach obcych perfum. W telefonie wciąż pojawiały się te same zdjęcia, obsypywane polubieniami. W jego tonie zagościł dystans, chłód, którego wcześniej nie znała.
Udawała, że nic nie widzi. Wmawiała sobie, że to chwilowy kryzys, zmęczenie, etap, który minie.
Aż któregoś dnia w przedpokoju stanęła walizka. Koszule niedbale wrzucone do środka, pośpiech w ruchach i ta sama, banalna formułka o „nowym rozdziale po czterdziestce pięciu lat”.
Pierwsze miesiące po rozwodzie były jak życie w czerni i bieli. Świat stracił barwy, zapach i smak. Schudła, prawie nie spała. Rankiem leżała bez ruchu, zastanawiając się, po co w ogóle wstawać.
Nie odbierała telefonów, omijała lustra. Nawet ja, jej siostra, nie potrafiłam do niej dotrzeć. Czasem tylko zostawiałam torbę z jedzeniem pod jej drzwiami.
Któregoś dnia przyszła do mojego sklepu. Bez makijażu, z opuchniętymi oczami, w spranym, za dużym swetrze. Stanęła przy półce z kosmetykami i wybrała intensywnie czerwoną szminkę.
– Dlaczego akurat ta? – zapytałam zaskoczona.
Wzruszyła ramionami.
– Chcę znów zobaczyć siebie. Tę prawdziwą. Nie wersję, która została w jego wspomnieniach.
Od tego momentu zaczęła się powolna odbudowa. Najpierw krótkie poranne biegi. Potem joga według internetowych nagrań. Następnie spotkania z psychologiem i program pracy nad sobą. W końcu szkolenie z budowania marki osobistej.
Założyła profil w mediach społecznościowych, gdzie dzieliła się praktycznymi wskazówkami księgowymi. Pisała lekko, z humorem, ilustrując wszystko przykładami z codzienności. Czytelnicy reagowali żywo, komentowali, udostępniali jej wpisy.
Po sześciu miesiącach otrzymała propozycję, by wystąpić publicznie jako prelegentka.
