Nie zamierzała jednak spełniać ich oczekiwań. Powrót do domu, który kojarzył jej się wyłącznie z upokorzeniem, i do ludzi, którym nie potrafiła wybaczyć, nie wchodził w grę.
– Samolubna jesteś! – wrzeszczała matka przez siatkę ogrodzenia.
Któregoś dnia wpadły na siebie przypadkiem. Natalia Czerwińska wracała ze sklepu, obładowana torbami z cukrem i mąką. Jak większość kobiet we wsi pracowała w oborze, a gdy tylko dostawała wypłatę, robiła większe zakupy. Nie była w stanie unieść wszystkiego naraz, więc do sklepu chodziła po kilka razy.
– Podrzucę cię autem – proponował nieraz ojciec.
Nigdy się nie zgodziła. Do tego przeklętego samochodu nie wsiadła ani razu i nie miała zamiaru tego zmieniać. Kiedy usłyszała za plecami warkot silnika, była pewna, że to znowu on. Tymczasem zza kierownicy wysiadł Daniel Piotrowski – kolega z klasy, którego nie widziała od trzech lat.
– Wskakuj, podwiozę – rzucił swobodnie.
Pokręciła przecząco głową. Daniel westchnął, zgasił silnik, zostawił auto na poboczu, wyjął jej z ręki jedną z toreb i bez słowa ruszył obok niej.
Prawie się nie zmienił – wciąż szczupły, z odstającymi uszami, jak dawniej.
– To może chociaż herbatą mnie poczęstujesz? – zagadnął.
Spojrzała na niego podejrzliwie.
– O co ci właściwie chodzi?
– Podobasz mi się – odpowiedział bez kręcenia.
– Przecież my nawet nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy.
– Bo mnie nie zauważałaś. A ja byłem w tobie zakochany od szóstej klasy.
– Dawne dzieje.
– I co z tego?
– Nic.
Na herbatę go nie zaprosiła. On jednak nie odpuszczał. Czekał na nią po pracy, pojawiał się pod sklepem, pomagał nieść zakupy albo po prostu szedł obok i mówił o byle czym. Niedawno wrócił z północy kraju, gdzie zarobił na samochód, a z ojcem stawiał właśnie dom. Z początku denerwowała ją ta nachalność, z czasem zaczęła się do jego obecności przyzwyczajać. Obawiała się tylko jednego – że spróbuje pozwolić sobie na zbyt wiele. Wielu mężczyzn wcześniej to robiło, zwłaszcza zanim wyszła za mąż, bo uznawali, że skoro nie jest już niewinna, to wolno przekraczać granice.
