«Jestem tylko kucharką, Konradzie» — powiedziała chłodno, odkładając telefon ekranem do blatu

Upokorzenie przez lata — wreszcie odważne, oczyszczające rozliczenie.
Opowieści

Poruszała się pewnie, bez najmniejszego drżenia. W środku nie było już emocji — jedynie chłód i zaskakujący spokój.

Gdy skończyła, zegar wskazywał jedenastą. Emilia Wesołowska wrzuciła puste flakoniki do worka na śmieci, starannie go zawiązała i zaniosła do kontenera przed blokiem.

Konrad Laskowski wrócił dopiero około pierwszej w nocy, kompletnie pijany. Padł na łóżko, nie zadając ani jednego pytania. Emilia położyła się obok. Spała głęboko, bez snów.

Rano, trzydziestego pierwszego, Konrad wyskoczył z mieszkania w pośpiechu.

— Szybciej, gdzie są potrawy? Mama kazała przywieźć je przed obiadem, zaraz zaczynają przygotowania.

Zabrał torby, wrzucił je do auta. Trzasnął klapą bagażnika i już zza kierownicy rzucił:

— Jadę! Jakoś sobie poradzisz!

Nie padły żadne życzenia.

Emilia tylko machnęła dłonią. Samochód zniknął za zakrętem.

Wróciła do środka, zaparzyła kawę, włączyła telewizor. Cały dzień spędziła na kanapie. Cisza była gęsta, a spokój niemal nienaturalny. Blanka Czarnecka dzwoniła trzy razy, zapraszała do siebie, lecz Emilia odmówiła. Potrzebowała samotności.

O północy stuknęła kieliszkiem w ekran telewizora, gdzie prezydent składał noworoczne życzenia Polsce. Potem usiadła przy oknie i patrzyła na fajerwerki. Kolorowe błyski rozkwitały nad miastem i gasły po chwili.

O drugiej w nocy telefon zawibrował gwałtownie.

— CO TY TAM DODAŁAŚ?!

Konrad wrzeszczał tak, że odsunęła aparat od ucha.

— Co się stało?

— TO JEST KOSZMAR! Wszyscy siedzą w toalecie! Matka, siostra, goście! Dzieci płaczą, ludzie wymiotują, nikt nie może wyjść! Szwagier zesrał się przy stole! Wszyscy się rozjechali, święta zrujnowane! Co ty zrobiłaś?!

Emilia spokojnie upiła łyk wina.

— Przygotowałam wszystko dokładnie tak, jak Teresa Brzezińska chciała. Domowo, od serca. Widocznie wasze organizmy nie tolerują jedzenia od obcych. Sam mówiłeś, że macie własny krąg.

— Ty… zrobiłaś to specjalnie?

Głos mu się załamał.

— Jestem tylko kucharką, Konradzie. Do kuchni wystarczająco dobra, pamiętasz? Tak powiedziała twoja mama na naszym weselu. Dwanaście lat temu.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

Kontynuacja artykułu

Blaskot