«Jestem tylko kucharką, Konradzie» — powiedziała chłodno, odkładając telefon ekranem do blatu

Upokorzenie przez lata — wreszcie odważne, oczyszczające rozliczenie.
Opowieści

O szóstej rano była już na nogach i bez słowa wróciła do pracy. W pewnym momencie dotarło do niej, że nie czuje nawet złości. Nie kipiała gniewem, nie miała w sobie buntu. Po prostu wykonywała kolejne czynności, jakby realizowała obcy plan.

W południe w drzwiach stanęła siostra, Blanka Czarnecka. Zatrzymała się w kuchni, spojrzała na blat zastawiony pojemnikami i zagwizdała przeciągle.

— Ty tu catering uruchamiasz czy co?

— To wszystko dla rodziny Konrada. Na Sylwestra.

— A ty? — Blanka zmrużyła oczy.

— Ja zostaję tutaj. Sama. Mnie nie zaproszono, ale jedzenie zamówiono bez wahania.

Blanka opadła na taboret. Przez dłuższą chwilę milczała, obracając w palcach rąbek swetra.

— Wiesz… dawno chciałam ci to powiedzieć. Pamiętasz wasz ślub? Przypadkiem usłyszałam wtedy Teresę Brzezińską. Stała z koleżanką pod toaletami i powiedziała: „Konrad trafił na prostą dziewczynę. Nieważne. Najważniejsze, że potrafi gotować. Do kuchni się nada”.

Emilia Wesołowska znieruchomiała. Ostrze noża zawisło kilka centymetrów nad deską.

— Dwanaście lat trzymałaś to w sobie?

— Uznałam, że to nie moja sprawa. Wybacz — Blanka potarła nasadę nosa. — Ale teraz na to patrzę i robi mi się niedobrze. Ty naprawdę oddasz im wszystko i spędzisz Sylwestra sama?

— Tak.

Blanka wyszła gwałtownie, trzaskając drzwiami.

O dziewiętnastej zadzwoniła Teresa Brzezińska. Głos miała lepki, przesłodzony.

— Emilko, skarbie, tak sobie pomyślałam… może dorzucisz jeszcze krewetki? I czerwony kawior. W końcu Nowy Rok, goście porządni. Konrad odda później.

„Później”. „Jakoś”. Przez dwanaście lat Konrad Laskowski ani razu nie zwrócił jej ani złotówki za świąteczne zakupy.

— Dobrze, pani Tereso. Zajmę się tym.

Odłożyła telefon. Przez dobre dziesięć minut siedziała nieruchomo na kanapie, wpatrzona w jeden punkt. Potem wstała, wciągnęła kurtkę i wyszła. W aptece na rogu kupiła dwa flakoniki silnego środka przeczyszczającego, całkowicie bezbarwnego i bezwonnego.

Po powrocie otworzyła pierwszy pojemnik z galaretą mięsną. Wpuściła kilka kropel do wywaru i zamieszała łyżką, po czym zamknęła wieczko. Następny był śledź pod pierzynką — kolejne krople w majonez. Potem sałatka jarzynowa, warstwowa „mimoza”, sos do ryby. Ręce poruszały się równo,

Kontynuacja artykułu

Blaskot