«Już nie» — powiedziała spokojnie, kładąc dłoń na klamce i patrząc przez ramię

Uchylone drzwi przyniosły upokarzające, niewybaczalne odkrycie.
Opowieści

Mówiłam jej, że to już niedługo, choć sama coraz rzadziej wierzyłam w te słowa.

Pewnej nocy, po wyjątkowo wyczerpującym dyżurze, napięcie w końcu pękło. Usiadłam na łóżku i ponownie wybrałam numer Grzegorza Wysokińskiego. Sygnał ciągnął się w nieskończoność, aż w słuchawce odezwał się obcy, kobiecy głos:

— Halo?

Palce momentalnie mi zdrętwiały.

— Przepraszam… czy mogę rozmawiać z Grzegorzem Wysokińskim?

— Jest pod prysznicem — odpowiedziała po krótkim zawahaniu. — A kto pyta?

Rozłączyłam się bez słowa.

Serce waliło mi jak oszalałe. Siedziałam nieruchomo na skraju łóżka, ściskając telefon, próbując zrozumieć to, co właśnie się wydarzyło. Umysł podsuwał racjonalne wersje: opiekunka, sąsiadka, może ktoś z dalszej rodziny. Jednak ton tamtej kobiety — spokojny, pewny siebie, zupełnie naturalny — nie pasował do żadnego z tych wyjaśnień.

Po około trzydziestu minutach Grzegorz oddzwonił.

— Marcelina, dzwoniłaś? Telefon był w innym pokoju.

— Kto odebrał? — zapytałam niemal szeptem.

— Pewnie jakaś pomyłka. Tu zasięg bywa dziwny.

Mówił szybko, nerwowo, jakby chciał zakończyć rozmowę, zanim zdążę zapytać o cokolwiek więcej. Nie naciskałam. Powiedziałam tylko, że jestem wyczerpana, i zakończyłam połączenie.

Tamtej nocy prawie nie zmrużyłam oka. Myśli plątały się bez ładu, lęk uciskał klatkę piersiową, a mimo to wciąż kurczowo trzymałam się nadziei, że istnieje jakieś logiczne wytłumaczenie.

Minął kolejny tydzień. Grzegorz przestał dzwonić zupełnie.

Wtedy podjęłam decyzję.

Wzięłam kilka dni wolnego, spakowałam Lilianie Kaczmarek niewielki plecak i powiedziałam jej, że pojedziemy odwiedzić babcię. Córka ucieszyła się niezmiernie — przez całą drogę opowiadała, jak bardzo tata się zdziwi, gdy nas zobaczy.

Dom Teresy Zając przywitał nas nienaturalną ciszą. Na podjeździe stał obcy samochód. Furtka była uchylona. Zapukałam — bez odpowiedzi. Nacisnęłam klamkę; drzwi ustąpiły powoli.

I wtedy usłyszałam rozmowę.

— Przecież mówiłeś, że ona się tu nie pojawi — syknęła zirytowana kobieta.

— Nie sądziłem, że rzuci wszystko i przyjedzie z dzieckiem — odpowiedział Grzegorz.

— Zamierzasz w ogóle coś jej wyjaśnić?

Zamarłam. Liliana ściskała moją dłoń, nie rozumiejąc niczego.

— Później. Teraz nie jest moment — powiedział głucho. — Mama jest jeszcze w pokoju.

— Jaka mama? — prychnęła kobieta. — Przecież od dwóch tygodni jest w sanatorium.

Zrobiło mi się ciemno przed oczami.

Pchnęłam drzwi szerzej i weszłam do przedpokoju. Grzegorz stał przy kuchennym stole. Obok niego — wysoka brunetka, około trzydziestu pięciu lat, w domowym szlafroku.

Zbladł.

— Marcelina… ty tu jesteś?

Nie odpowiedziałam. Liliana przytuliła się do mnie.

— Tatusiu? — odezwała się cicho.

Kobieta zdjęła z wieszaka ręcznik powolnym ruchem, jakby grała w tandetnym serialu.

— A więc to ty — rzuciła z chłodnym uśmiechem. — To ta twoja „chwilowa komplikacja”?

Grzegorz złapał się za głowę.

— To nie wygląda tak, jak myślisz…

Poczułam nagły, dziwny spokój.

— Gdzie jest Teresa Zając? — zapytałam bez emocji.

Spuścił wzrok.

— W ośrodku rehabilitacyjnym. Miała nawrót, ale teraz jest stabilnie.

— Dlaczego mnie okłamałeś?

— Ja… nie wiedziałem, jak to powiedzieć.

— A ona? — skinęłam głową w stronę kobiety.

— Agata Król — odpowiedziała sama. — Znamy się od roku.

Roku.

Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu wzięłam Lilianę na ręce.

— Nie pojechałeś do matki — powiedziałam spokojnie. — Wybrałeś ją.

Grzegorz zrobił krok w moją stronę.

— Marcelina, zaczekaj. To skomplikowane. Pogubiłem się. Ty ciągle w pracy, wiecznie zmęczona, oddaliliśmy się od siebie…

Uśmiechnęłam się gorzko.

— I uznałeś, że najlepszym rozwiązaniem będzie inna kobieta i zniknięcie z życia siedmioletniego dziecka bez słowa?

Agata skrzyżowała ramiona.

— On chciał ci wszystko wyjaśnić. Tylko nie potrafił znaleźć momentu.

— Oczywiście — odpowiedziałam cicho. — Niezwykle szlachetne.

Liliana drżała w moich ramionach.

— Mamusiu, p…

Kontynuacja artykułu

Blaskot