«Po prostu zabrałam to, co jest moje» — odpowiedziała spokojnie Irena i zamknęła drzwi

Odejście było bolesne, lecz ostatecznie wyzwalające.
Opowieści

Zamieszkała w zupełnie innej części miasta i niemal od razu znalazła nowe zajęcie. Dni zaczęły układać się spokojniej, bez hałasu i napięcia. Jej codzienność stała się skromna, ale przewidywalna — bez wystawnych przyjęć, błysku złota i spojrzeń ludzi, którzy mierzą wartość drugiego człowieka metką sukienki albo marką zegarka. Po raz pierwszy od dawna oddychała pełną piersią.

Pewnego popołudnia los poprowadził ją tą samą ulicą. Irena zwolniła krok, gdy zobaczyła znajomy szyld. Sala, obok której przechodziła, była dokładnie ta sama. Zatrzymała się, podniosła wzrok i pozwoliła, by wspomnienia wróciły. Tamten wieczór rozwinął się w jej myślach z bolesną wyrazistością: ostry ton głosu teściowej, obce twarze gości, pełne chłodu spojrzenie męża. Przypomniała sobie, jak bardzo liczyła choć na jedno zdanie w swojej obronie, na najmniejszy gest wsparcia.

Nie doczekała się go. Zapadła cisza, a ona wtedy wybrała odejście.

Stała jeszcze moment, jakby upewniała się, że to już tylko przeszłość. Potem odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. Za rogiem zaczynał się jej nowy rozdział — bez tamtych ludzi, bez dawnych oczekiwań i bez cudzych ocen. To, co było, zostało za plecami, a przyszłość nie domagała się już tłumaczeń.

Szła dalej pewnym krokiem, z poczuciem, że prostota nie oznacza straty, lecz odzyskanie siebie. W ciszy zwyczajnego dnia znalazła coś, czego wcześniej jej brakowało najbardziej: spokój i zgodę na własne życie.

Kontynuacja artykułu

Blaskot