«To jest granica, Mirosław» — powiedziała, chwytając torebkę i dając mu pięć minut na decyzję

To okrutne i niesprawiedliwe wobec naszej miłości.
Opowieści

Odstawił aparat na blat i podszedł do okna. Za szybą miasto było niemal nieruchome, przykryte spokojem zimowego wieczoru. Śnieg padał gęsto, ciężkimi płatami, jakby ktoś celowo zwalniał ich lot, by mogły dłużej zawisnąć w powietrzu. Gdzieś stąd, mniej więcej czterdzieści kilometrów dalej, czekał ich dom — ten prawdziwy. Ciepły, znajomy, gotowy przyjąć ich oboje bez ocen i pretensji.

Usłyszał cichy trzask otwieranych drzwi. Mirosław odwrócił się i zobaczył Natalię Michalską. Stała w przejściu, blada, z zaczerwienionymi oczami, nerwowo przygryzając wargę, jakby wciąż wahała się, czy powinna coś powiedzieć.

— Słyszałam… — odezwała się ledwie dosłyszalnie. — Wszystko słyszałam. Jak rozmawiałeś. Jak krzyczałeś.

Nie zaprzeczał.
— Zadzwoniłem do niej — odpowiedział spokojnie. — Powiedziałem jasno, że nie przyjadą. Że te święta są nasze.

Natalia zrobiła kilka niepewnych kroków w jego stronę, zatrzymała się na moment, a potem nagle ruszyła i wtuliła się w niego z całą siłą, jakby tylko w ten sposób mogła utrzymać równowagę. Poczuł, że drży.

— Przepraszam — szeptała, opierając czoło o jego pierś. — Przepraszam, że zmusiłam cię do takiego wyboru. Wiem, jak trudno sprzeciwić się własnej rodzinie…

Objął ją mocniej, gładząc jej włosy powolnym, uspokajającym ruchem.
— To ty jesteś moją rodziną — powiedział cicho, ale stanowczo. — Najważniejszą. I prawda jest taka, że powinienem był to pokazać dużo wcześniej. Zdecydowanie wcześniej.

Trwali tak dłuższą chwilę, zamknięci w uścisku, podczas gdy za oknem śnieg wciąż opadał, a telefon na stole co chwilę sygnalizował nowe wiadomości. Mirosław nawet na niego nie spojrzał. Wiedział, że Justyna Zalewska nie odpuści, a Halina Laskowska będzie próbowała jeszcze raz wzbudzić w nim poczucie winy. Tym razem jednak nie miało to już znaczenia.

— To naprawdę będzie Nowy Rok tylko dla nas? — zapytała Natalia, unosząc ku niemu zapłakaną twarz.

— Naprawdę — potwierdził, całując ją w czoło. — Ty, ja, kominek i śnieg za oknem. Dokładnie tak, jak sobie wymarzyłaś.

— Wiesz, że to może być konflikt na lata?

— Być może. Ale w zamian dostaniemy coś, czego nie mieliśmy od dawna — spokój. I czas tylko dla siebie. W naszym domu.

Uśmiechnęła się przez łzy i objęła go jeszcze mocniej, jakby bała się, że ta chwila mogłaby się rozpłynąć.

Dwa dni później stali już na werandzie swojej działki, owinięci grubymi kocami, wpatrzeni w rozgwieżdżone niebo. Do północy brakowało zaledwie pięciu minut. W środku przyjemnie trzaskał ogień w kominku, na stole czekały kieliszki z szampanem, a w piekarniku dochodziła pieczona kura. Powietrze było nasycone zapachem świerkowej choinki, mandarynek i wosku świec, które zapalili chwilę wcześniej.

— Jesteś szczęśliwa? — zapytał Mirosław, obejmując żonę ramieniem.

— Bardziej, niż potrafię to opisać — odpowiedziała, przytulając się do niego. — Czasem myślę… co by było, gdybyś wtedy nie zadzwonił do Justyny. Gdyby jednak tu przyjechali…

— Nie przyjechali — przerwał spokojnie. — I nie przyjadą. To jest nasze miejsce. Tylko nasze.

W oddali rozległy się pierwsze dźwięki noworocznych dzwonów. Natalia odwróciła się ku niemu, a w świetle bijącym z okien domu zobaczył jej twarz rozpromienioną szczęściem.

— Szczęśliwego Nowego Roku, kochanie.

— Szczęśliwego Nowego Roku, słońce.

Stuknęli się kieliszkami i wypili szampana na mroźnym powietrzu, pod gwiazdami, jakby świat poza tym miejscem przestał istnieć. Chwilę później wrócili do środka, do ciepła, ciszy i blasku ognia — do przestrzeni, w której byli tylko oni dwoje.

I właśnie ten Nowy Rok okazał się najpiękniejszym w ich życiu.

Kontynuacja artykułu

Blaskot