— Znajdź sobie normalną pracę, bo inaczej będzie rozwód! — wrzeszczał bezrobotny mąż, uciekając do mamusi.
Milena podciągnęła suwak sportowej kurtki i wyjrzała przez okno. Październikowe liście wirowały w powietrzu, tworząc złoty dywan na chodnikach. Była szósta trzydzieści rano, a za pół godziny musiała być już w pierwszej pracy. Po obiedzie czekała ją druga zmiana.
Dwupokojowe mieszkanie w bloku na siódmym piętrze dostało się młodemu małżeństwu dwa lata wcześniej na kredyt. Wtedy wszystko wydawało się proste: mąż, Michał, pracował jako menedżer w firmie budowlanej, a Milena jako administratorka w centrum medycznym. Mieli wiele pięknych planów: remont, dzieci, szczęśliwą przyszłość.
Ale życie pokrzyżowało ich zamiary. Wiosną Michał stracił pracę. Firma została zamknięta, a pracownicy nie dostali ani odprawy, ani zaległego wynagrodzenia. Milena wspierała wtedy męża, mówiąc, że razem przetrwają trudności. Wieczorami brała drugą pracę — sprzątała w biurowcu.
Z miesięcy zrobiło się pół roku, a Michał nadal nie znalazł odpowiedniej pracy. A dokładniej: nawet jej nie szukał. Rano Milena wychodziła, a wieczorem znajdowała męża dokładnie tam, gdzie go zostawiła — na kanapie, przed telewizorem. Mieszkanie w tym czasie zamieniło się w prawdziwą chlewnię: góry brudnych naczyń piętrzyły się w zlewie, okruszki pokrywały stół, a skarpetki leżały porozrzucane po całym pokoju.

— Michał, mogłeś chociaż włączyć odkurzacz, kiedy mnie nie było — powiedziała Milena zmęczonym tonem, zrzucając torbę w przedpokoju.
— Jest kryzys, Milena. Nie ma normalnej pracy. Czemu mam iść do magazynu za grosze? — odburknął Michał, nie odrywając oczu od ekranu. — Mam dyplom, tak tylko mówię.
Milena bez słowa poszła do kuchni i zabrała się za sprzątanie. Bolały ją ręce od ciągłego zmywania i plecy od przemęczenia, ale kredyt co miesiąc domagał się rat. Banka nie interesowały problemy rodzinne.
Na początku jesieni sytuacja stała się nie do zniesienia. Michał coraz częściej robił żonie wyrzuty, jakby zapomniał, kto właściwie przynosi pieniądze do domu.
— Znowu się spóźniasz — powitał Milenę z niezadowoloną miną. — Cały dzień siedzę tu sam, nudzę się. A ciebie obchodzi tylko praca.
Milena klasnęła dłońmi z niedowierzaniem:
— Michał, mówisz poważnie? Pracuję po dwanaście godzin dziennie, żebyśmy nie wylądowali na ulicy! A ty masz mi za złe, że nie poświęcam ci dość uwagi?
— No jasne — wzruszył ramionami mąż. — Żona powinna dbać o rodzinę, nie tylko o pieniądze. Na przykład mogłaby ugotować kolację. Albo przynajmniej normalnie ze mną porozmawiać.
Złość uderzyła Milenie do głowy. Zmarszczyła brwi, przechyliła głowę, próbując zrozumieć to, co usłyszała. Naprawdę doszło do tego, że Michał obwiniał ją o to, że haruje na dwa etaty?
— Kolacja? — zapytała. — A co cię powstrzymuje, żeby samemu wstać z kanapy i coś zrobić? Masz ręce, masz głowę, przynajmniej w teorii.
— Nie zaczynaj — mruknął Michał. — Mężczyźni i kobiety mają różne obowiązki. Ja szukam pracy, to też praca.
— Szukasz? — Milena spojrzała na telewizor, gdzie leciał mecz piłkarski. — I jakie są wyniki? Ile CV wysłałeś w tym tygodniu? Na ilu rozmowach kwalifikacyjnych byłeś?
Michał odwrócił się, dając znak, że rozmowa jest zakończona. Tak wyglądały prawie wszystkie wieczory. Milena czuła, jak nie tylko jej ciało, ale i dusza coraz bardziej się wyczerpuje. To ona musiała dźwigać wszystko za nich dwoje, sprzątać po mężu, znosić wyrzuty i jeszcze przepraszać za to, że pracuje.
W czwartek wieczorem miarka się przebrała. Milena wróciła do domu o wpół do jedenastej. Nogi jej pulsowały z bólu, głowa pękała z przemęczenia. A w kuchni zastała prawdziwą katastrofę: Michał zrobił sobie jajecznicę, ale wyraźnie coś nie wyszło. Kucharencja była zachlapana olejem, skorupki jaj leżały na podłodze, a brudna patelnia tkwiła w zlewie obok sterty naczyń.
— Michał! — krzyknęła Milena. — Możesz mi wytłumaczyć, co to ma być?
Mąż wyszedł z pokoju z ponurą miną:
— O co chodzi? Zjadłem i tyle. Umyjesz jutro, nikt nas nie pogania.
— Jutro? — Milena zamarła. — A czemu nie dziś? Czemu nie od razu po gotowaniu?
— Bo jestem zmęczony. Cały dzień siedziałem w domu, myślałem o naszej przyszłości. Rozbolała mnie głowa.
Milena parsknęła śmiechem — ale był to śmiech nerwowy, już na granicy rozpaczy.
