«Wciąż tu jesteś? Idź, idź. Przecież musisz teraz iść do pracy, kredyty spłacać» — rzekł Jakub przez telefon, uśmiechając się krzywo

Jej milczenie było potężne i bezlitośnie świadome.
Opowieści

— Wszystko, mamo. Podpisała. Mieszkanie i samochód są moje. Kredyty jej.

Jakub mówił przez telefon tuż przy drzwiach sali sądowej, nie kryjąc głosu.

Natalia stała trzy kroki od niego, ściskając teczkę z dokumentami. Odwrócił się, zobaczył ją i uśmiechnął się krzywo:

— Wciąż tu jesteś? Idź, idź. Przecież musisz teraz iść do pracy, kredyty spłacać.

Nie odpowiedziała. Po prostu odwróciła się i ruszyła korytarzem, nie oglądając się. Jakub odprowadził ją wzrokiem i znowu odezwał się do telefonu:

— Nie, nawet nie próbowała się sprzeczać. Mówiłem, że będzie po mojemu.

Natalia wyszła z budynku sądu, złapała taksówkę i pojechała do kawiarni „Wkusnyj Mir”. Notariusz Mieczysław już czekał na nią przy oknie.

— Udało się pani — powiedział zamiast powitania i podał jej zapieczętowaną kopertę. — To od pani ojca. Przekazał mi ją przed śmiercią, trzy lata temu. Prosił, by oddać dopiero po rozwodzie.

Natalia wzięła kopertę, ale jej nie otworzyła.

— Wiedział, że tak będzie?

— Wiedział. I zostawił ci wszystko. Sieć piekarni „Pyszka na radość”, siedemnaście punktów. Właścicielką zostałaś pół roku temu, ale prosił mnie, by czekać do tego dnia.

Mieczysław wyjął jeszcze jedną teczkę, grubą, przewiązaną gumką.

— A to dossier. Na twojego byłego męża i jego matkę. Twój ojciec zbierał je dwa lata. Tam jest wszystko. Przeczytasz w domu i zdecydujesz, co dalej.

Natalia schowała kopertę i teczkę do torebki, kiwnęła głową i wyszła, nie dopijając kawy.

W domu rozwinęła list od ojca. Jego pismo było równe, twarde, znajome aż do bólu.

„Nataszko, jeśli to czytasz, znaczy, że jesteś wolna. Przebacz, że milczałem. Jakub i jego matka mnie szantażowali — stara sprawa z urzędem skarbowym. Grozili donosem, jeśli spróbuję cię ostrzec. Ale nie siedziałem z założonymi rękami. W teczce masz wszystko, czego potrzebujesz. Nie przebaczaj. Żyj.”

Natalia otworzyła teczkę. Wydruki z kont bankowych. Zdjęcia Jakuba z Żanetą. Wydruki korespondencji. Przelewy — z jej kart kredytowych na konta firmy Jakuba, stamtąd na kartę Żanety. Wynajem mieszkania. Prezenty. Wyjazdy.

Długo patrzyła na cyfry i zdjęcia, potem wzięła telefon.

— Paulina? Tu Natalia. Pamiętasz, mówiłaś, że możesz pomóc z kredytami? Potrzebuję spotkania. Jutro. Tak, pilnie.

Paulina, doradczyni kredytowa o szybkich rękach i zmęczonej twarzy, rozłożyła przed Natalią wydruki:

— Popatrz. Każdy kredyt, który brałaś, trafiał na konta firmy twojego męża. Stamtąd — do Żanety. To nie są twoje długi, Natalio. To jego wydatki na boku. Możesz iść do sądu. Kodeks rodzinny jest po twojej stronie. Jeśli jedno z małżonków wydaje pieniądze albo zaciąga długi na swoje potrzeby bez zgody drugiego — to podstawa do dochodzenia roszczeń.

Natalia wyjęła teczkę ojca i położyła na stole.

— Mam dowody.

Paulina otworzyła teczkę, przekartkowała i zagwizdała cicho:

— To on jest skończony. W sensie prawnym.

Dziesięć dni później Jakub dostał wezwanie. Siedział w swoim terenowym aucie pod blokiem Żanety i początkowo nie rozumiał, co czyta.

— Jakie jeszcze roszczenie? Przecież wszystko ustaliliśmy, podpisała!

Głos komornika był obojętny:

— Sądowy…

Kontynuacja artykułu

Blaskot